Jako, że wróciłam do domu rodzinnego na święta to postanowiłam odwiedzić kilkoro swoich znajomych. Niestety jak się mogłam spodziewać większości z nich nie było. No jasne, święta. Wyjazdy do rodziny itp. W końcu lany poniedziałek.

Na szczęście udało mi się trafić na Andrzeja. Stary znajomy jeszcze z czasów podstawówki. Kilka razy nawet próbowaliśmy być razem ale jakoś nam nie wychodziło. Zawsze po krótkim czasie każde z nas szło w swoją stronę. Zaprosił mnie do siebie i poczęstował własnoręcznie robionym winem. Śmiałam się, czy załatwiał sobie młode dziewice do udeptywania winogron 😀

No dobra mam nadzieję, że tego nie czyta ale wino było strasznie cierpkie. Ale głupio mi było go nie pić skoro tyle się przy nim napracował.

Czas miałam rozdzielony po trochu na wszystkich bo wracałam wieczorem. Ale skoro jest jedna osoba to mogłam spędzić z nim więcej czasu.

Wróciły stare czasy. Siedzenie gdzieś w lesie i popijanie taniego wina 😛 Ogniska po których wracaliśmy do domu nad ranem. Wspólne wagary i wyjazdy na wakacje. Mieliśmy całkiem zgraną ekipę.

Niestety z czasem zawsze ktoś się wykruszał. Anka, która po jednym z ognisk zaszła w ciążę (tak to jest jak się grzmoci po pijaku w krzakach :P). Tomek, który dostał się na studia w Trójmieście. Olka, której rodzice się rozwiedli. Na koniec została nas trójka, z której i tak każdy poszedł w swoją stronę. Ja wyjechałam do Warszawy za pracą.

Echhh czasy szaleństw i głupstw. Wróciłoby się do tego.

Właśnie w tym momencie Andrzejowi wpadło coś do głowy i kazał na siebie poczekać. Od razu powinnam się zorientować, że coś jest nie tak. Przypomnieć sobie, że to on robił najgorsze żarty.

Doczekałam się. Nie minęły 3 minuty kiedy poczułam jak po moich plecach leje się woda. Zdążyłam tylko wrzasnąć…

Myślałam, że go zabiję. Gdy się odwróciłam zobaczyłam tylko śmiejącego się Andrzeja. Zwyzywałam go od najgorszych. Byłam cała mokra.

Poszłam do łazienki, a jemu kazałam przynieść suszarkę. Gdy wszedł do łazienki stałam w staniku i odruchowo się zakryłam.

– Nie musisz, przecież już widziałem Cię nago.

Fakt. Przyznaję. Ja też nie byłam święta na ogniskach. Tym bardziej, że Andrzej był dobry w szybkich numerkach.

– Stare czasy – odpowiedziałam

– Mogłyby wrócić. Sama tak stwierdziłaś

Fakt, przyznaję, ale… cholera niech się dzieje.

– Przyznaję

Chwilę później stałam ze spodniami spuszczonymi do kostek, a Andrzej stał za mną. Czułam jego penisa jak opiera się o moje pośladki. To było jedną z jego zalet. Żadnego robienia loda czy innych ceregieli. Był gotów gdy było tego trzeba.  Posmarowałam śliną cipkę żeby się na niego przygotować (ok, ja jestem kobietą i potrzebowałam jakiegoś nawilżenia, to nie pornos).

Uniósł mnie do góry i powoli na siebie nadział. Nie był jakiś wielki ale to dobrze. Wpasowywał się we mnie idealnie. Trzymałam się zlewu, a on obijał się o moje pośladki.
Romantycznie jak cholera ale nie to było ważne. Teraz chcieliśmy zaspokoić swoje rządze. Tak jak kiedyś w lesie. Żadnych ceregieli typu całowanie, pieszczoty itp. Po prostu szybki seks.

Poczułam jego palce na mojej cipce. Wiedział czego potrzebuje moja łechtaczka. Nie trzeba mi było dużo czasu. Jego ruchy doprowadziły mnie do orgazmu. Czułam jak zaciskam się na nim mimowolnie. To chyba i jemu wystarczyło. Czułam jak porusza się we mnie chwilę i wysunął. Grzecznie spuścił się w gumkę poza mną.

W końcu mogłam wysuszyć swoją bluzkę. Pogadaliśmy jeszcze trochę ale nie poruszaliśmy tego co zdarzyło się w łazience. Po prostu na chwilę poczuliśmy się jak dawniej.

 

No votes yet.
Please wait...
Author

Write A Comment