Wspominałam Wam ostatnio, że zaczęłam korzystać z Tindera. Gdzieś poczytałam, że całkiem fajna aplikacja, prosta i można poznać kogoś ciekawego.

Aha… jasne…

Jeszcze takiej ilości napalonych facetów na metr kwadratowy to nie widziałam.
Ok spoko przeżyłabym to gdyby nie to że 95% z nich ma tak przerośnięte ego jakby mieli w spodniach strusie jaja.

Ale przyznaję przesunęłam nie jeden raz w prawo. Za którymś powiadomieniem, że mam parę zwróciłam uwagę na jednego faceta.

Przyznaję, był całkiem apetyczny. Dobrze zbudowany brunet. Flirtowaliśmy przez 2 dni praktycznie non stop.
Prawnik, lekko zapatrzony w siebie i odrobinę władczy.
Zaproponował spotkanie przy kawie na mieście. Zgodziłam się. Skoro był tak dobry w pisaniu miałam nadzieję, że będzie równie dobry na żywo.

Następnego dnia trochę zaczęłam się stresować. Miałam się z nim spotkać prosto po pracy w kawiarni na Nowym świecie.
Założyłam białą bluzkę i obcisłą spódniczkę ołówkową. Wiedziałam, że dzięki temu nikt nie będzie nic domyślał się w firmie, a rozpinając kilka guzików bluzki więcej będę mogła szczuć cycem.

W pracy nie mogłam się skupić. Co rusz spoglądałam na telefon. Na zmianę czułam ściskanie w brzuchu i mrówki między nogami. Nie mogłam usiedzieć na miejscu.

Gdy dojechałam na miejsce on czekał już przy stoliku.
Był niższy niż wydawał się na zdjęciach. Włosy zaczesane do tyłu. Do tego jednodniowy zarost dodawał mu powagi. Ogólnie wyglądał trochę jak Johny Bravo ?
Spędziliśmy na rozmowach dobrych kilka godzin. W jego oczach widziałam, że rozbiera mnie wzrokiem. I o dziwo było to całkiem przyjemne i intrygujące uczucie…

W końcu przyszedł czas pożegnania. Przytulił mnie mocno. Niestety jednak trochę się zagalopował i jego ręka zaczęła zjeżdżać trochę zbyt blisko moich pośladków. Zgrabnym ruchem wysunęłam się z jego ramion i stwierdziłam, że na takie rzeczy musi sobie zasłużyć.
Pożegnałam się z nim i na dowidzenia zakręciłam mu tyłkiem.

Gdy wróciłam do domu stwierdziłam, że całkiem ciekawe z niego ciacho i można by go schrupać. Aaaale może najpierw trochę się nim pobawię.

No votes yet.
Please wait...
Author

Write A Comment